Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuły. Pokaż wszystkie posty

niedziela, marca 03, 2024

DIR EN GREY w Polsce krótka historia

DIR EN GREY to zespół fenomen. Utworzony w czasach popularności visual kei w Japonii, promowany przez największych w branży zdobył odniósł sukces pod koniec lat 90. Kursy muzyka dotarła także do Europy wzbudzając zachwyt wśród gaijinów z tego regionu świata. Zwracała uwagę świeżością i łączeniem gatunków. Zawierała zarówno metalowe, punkowe,  jak i gotyckie dźwięki.


Okazało się że zespół ten mianowicie woda na żywo. W tamtym czasie, co prawda, zobaczyć koncert DIR EN GREY było tylko marzeniem, jednakże kultowayzapis DVD z koncertu Osaka Jo-Hall pokazał że grupa jest niesamowicie energiczna i ekspresyjna na żywo. Sam sam słuchałem zripowanej ścieżki dźwiękowej z tego wydawnictwa na okrągło zachwycając się świeżością wykonania znanych wcześniej ze studyjnych nagrań utworów.

Marzenie to spełniło się 2007 roku kiedy do formacja DIR EN GREY wystąpiła w katowickim Spodku podczas Metal Hammer Festival. Było to niesamowite przeżycie chociaż brzmienie nie zachwycało.

Do dzisiaj zespół DIR EN GREY wystąpił w Polsce ładnie sześć razy: w 2007, 2009, 2011, 2015, 2018, 2020 roku. Jak dotąd ostatni raz zespół zagrał we Wrocławiu 2020 roku. Przypominam że marcowy występ był ostatnim przed kowidowym obłędem. Każdy wie jaką mamy obecnie sytuację. Obserwujemy upadającą globalistyczną utopię i tak naprawdę nie wiemy co się wydarzy. Zakłamane media i społeczne szaleństwo mogą nas zaprowadzić do na sam koniec.

 Jak będzie fani będą mogli się przekonać na najbliższym koncercie grupy DIR EN GREY w Warszawie.

czwartek, grudnia 22, 2011

Kiwamu - wywiad (grudzień 2011)

Od czasu, gdy poznałem Kiwamu jest on dla mnie przykładem osoby, która wie czego chce i ze swoim japońskim uporem dąży do swojego celu. Dziś robi to co lubi i nie musi się niczym przejmować. Dawno z chłopakiem nie rozmawiałem, dlatego uzbierało się trochę materiału, który zdecydowałem podzielić na dwie części: wywiad na temat BLOOD zostanie opublikowany na łamach Magazynu ARIGATO, natomiast wywiad na temat jego działalności związanej z prowadzoną przez niego wytwórnią płytową prezentuję poniżej. Zatem zapraszam do lektury.

==

Fot. copyright BLOOD
Prowadzisz wytwórnie płytową Starwave Records. Skąd pomysł. Czy gra w zespole nie pozwoliła ci się całkowicie realizować artystycznie?

W zeszłym roku od zaprzyjaźnionych artystów ze sceny visual kei dostałem kilka próśb o pomoc w wydaniu ich materiałów. Mieli problemy z wytwórnią, a ich fani zaczęli się denerwować. Dlatego właśnie założyłem Starwave Records. Przy okazji ponowna praca z zespołami sceny vk zaowocowała moim powrotem do działalności na tej scenie.


Starwave Records i Darkest Labyrinth, czym różnią się te etykietki?

Zasadniczą różnicą jest rodzaj muzyki i sposób jej tworzenia. Darkest Labyrinth wydaje głównie projekty, w których muzyka jest tworzona z użyciem komputerów. Starwave Records wydaje zespoły charakteryzujące się żywym brzmieniem.


Czy twoja działalność artystyczna (wytwórnia, zespół) pozwali ci się utrzymać, czy nadal musisz dodatkowo pracować?

poniedziałek, września 12, 2011

Paradox of retaliation

Po co stać przed klubem w jednej z dwóch niekończących się kolejek, skoro można usiąść na trawce i wychylić kilka piwek w towarzystwie dawno nie widzianych znajomych?
Z tego założenia wyszła cała nasza paczka, która licznie stawiła się na koncert Dir en grey w krakowskim Klub Studio. Jeszcze tylko kibelek przed wejściem do klubu i możemy wchodzić.
- Jasna dupa, ale duszno - pomyślałem po wejściu do klubu. Będzie ciężko, ale damy radę. Sporo ludzi się zjawiło, może nawet więcej niż tysiąc narodu...
Pierwsze kroki skierowały mnie do stoiska z koszulkami. Każdy t-shirt miał swoją nazwę, jednak tak naprawdę tylko jedna mi się podobała. Radość była tym większa, że to właśnie mój upatrzony model jako jedyny miał moją rozmiarówkę.
Wchodzimy na salę. Tłum już się kotłował pod sceną.
Z racji tego, że nie wziąłem okularów na koncert w obawie przed ich kondycją po imprezie, postanowiłem iść w tłum. Taki plan był od początku, aby się władować w największy ścisk, rozkręcić tam momentami niemrawą polską publikę. Jak się później okazało, moje obawy okazały się niepotrzebne. Na dobry początek postanowiłem pobudzić tłum do skandowania nazwy zespołu. Na szczęście nie trzeba było długo czekać na odzew rozentuzjazmowanego tłumu, który szybko podchwycił ten pomysł. Najlepszym tego efektem były dźwięki fortepianu dobiegające z głośników, co zwiastowało nowe intro zespołu.
Każdy z członków Dir en grey był osobno witany przez krzyk stęsknionych za zespołem fanów. Mimo, że wychodzili w ciemnościach i tak cieżko było nie rozpoznać każdego z muzyków. Shinya, Die, Toshiya i Kaoru już czekali na swoich stanowiskach, ponieważ kiedy na scenie pojawił się Kyo, wiadomym było, że zaraz przywalą czymś mocnym.
Ostre wejście po garach i brutalny riff nie pozostawiły wątpliwości. Refren do HAGESHISA TO, KONO MUNE NO NAKA DE..., już pierwszą piosenkę, śpiewali wszyscy fani. Tym bardziej, że wokalista zachęcał do jak najgłośniejszego krzyczenia, drażniąc się z publiką poprzez pokazywanie, że jest za cicho. Drugie podejście do refrenu już mogło zaskoczyć Kyo, ponieważ połączony krzyk z gardeł fanów zagłuszył nawet potężne nagłośnienie klubu. Korzystając z zamieszania postanowiłem przeciskać się jak najbliżej. Już pod koniec piosenki byłem w 6 rzędzie, skąd doskonale widziałem krzykacza Dir en grey ubranego w czerwony dres. Dobrze, że znalazło się parę osób, które pomogły w rozkręceniu tłumu, bo przy OBSCURE jakby tempo nieco opadło. Przy zmianie tempa na szybsze już było lepiej.

piątek, września 02, 2011

Despair nie jest zespołem visual rockowym

Fot. copyright Despair
Tak to już jest, że w wirze życia codziennego zaniedbuje się niektóre kontakty. Z Rieu znam się już kilka dobrych lat, ale przez jakiś czas nasza korespondencja utknęła w martwym punkcie. Podobnie było z tematem Despair. W międzyczasie dostałem tylko jakieś koncertowe wideo (właśnie, przydałoby się je zrecenzować ;)), ale ogólnie poza sporadycznymi lokalnymi występami niewiele się działo w temacie zespołu. Nie dziwi mnie to, gdyż Despair to czysto undergroundowy projekt, więc Rieu jak każdy z nas zmaga się z różnego rodzaju problemami i pracuje nad muzyką wtedy, gdy ma czas. Całe szczęście, że przy okazji powrotu Despair  na scenę znowu udało mi się nawiązać z nim łączność. Dzieląc się informacjami na temat postępu prac nad nowym albumem wspomniał także o tym, że

Muszę wypromować w Europie prawdziwe oblicze Despair. W Japonii makijaż jest równoznaczne z przynależnością do nurtu visual rockowego. Może to być krzywdzące dla niektórych artystów. Chcę zmienić ten zły wizerunek. To pierwszy mały krok...

Kilka dobrych lat szukałem na japońskiej scenie takiego zespołu jak Despair. W międzyczasie wyszperałem BLAM HONEY, Schwarz Stein, VELVET EDEN, Eve of Destiny czy KILHI+ICE. Muzyka wymienionych przypadła mi do gustu, ale brakowało mi w nich tej ekstremy, którą odnalazłem w twórczości Rieu. No i były w mniejszym lub większym stopniu związane ze sceną visual kei. A że scena vk jest postrzegana w Japonii trochę infantylnie, to już temat na osobny artykuł.

czwartek, września 01, 2011

X Japan - live in Berlin, Columbiahalle 4.07.2011

Po wielu latach oczekiwań, przekładania i odwoływania koncertów zespół X Japan przybył w pełnym składzie do Europy by zafundować nam serie 4 koncertów w ramach swojej tegorocznej światowej trasy. Użyłem sformułowania w pełnym składzie gdyż rok temu na Japan Expo w Paryżu wystąpili Yoshiki i Toshi dając krótki akustyczny koncert, a rok wcześniej na tym samym evencie zjawił się sam Yoshiki zapowiadając przyszłą trasę, która z rożnych przyczyn odbyła się dopiero w tym roku, w tym samym roku w Europie gościli także obydwaj gitarzyści X Japan wraz ze swoimi solowymi projektami, Pata grał koncerty z Ra:IN a Sugizo z Juno Reactor. Tym razem w końcu pojawili się wszyscy i pod szyldem X Japan zawitali to Anglii, Francji, Holandii oraz Niemiec. Nam udało się dotrzeć na koncert w Berlinie odbywający się w klubie Collumbiahalle, tym samym w którym 6 lat wcześniej podbój międzynarodowej sceny muzycznej rozpoczynał Dir en Grey. Niemiecki koncert odbywający się 4 lipca był ostatnim w europejskim odnóżu trasy. Pogoda tego dnia idealnie zgrała się z klimatem koncertu i piosenkami takimi jak Endless Rain czy I.V. gdyż od samego rana nieprzerwanie padało i przestało dopiero przy otwieraniu bram.

poniedziałek, sierpnia 02, 2004

DESPAIR

Fot. copyright DESPAIR
nazwa:
DESPAIR
satus: 
aktywny
data powstania:
 październik 2001
skład:
  • Rieu (hypnotic vox, distorted programming, deranged synth, central nerve controls, junk addiction, concept)